Publicystyka

ZSP ws. łamania praw pracowniczych kierowców w PKS GM

Publicystyka

ZSP Warszawa napisała list do władz miasta, ZTM oraz innych polityków w sprawie sytuacji w PKS Grodzisk Mazowiecki.

Warszawa 14 maja 2008

Zwracamy się do Państwa w związku ze sprawą dotyczącą kierowców autobusowych pracujących w Warszawie. Wszystko wskazuje na to, że zatrudniający ich pracodawca złamał prawo pracy i naraził swoich pracowników na niebezpieczeństwo w związku ze zbyt dużą liczbą godzin pracy na dobę.

Oświadczenie ZSP ws. okupacji budynku Dyrekcji Generalnej Poczty Polskiej

Kraj | Publicystyka

Po wielu miesiącach dyskusji i wahań nareszcie pocztowcy ruszyli do frontalnego starcia o godne zarobki i życie rozpoczynając okupację siedziby dyrekcji generalnej Poczty Polskiej. Związek Syndykalistów Polski próbował także brać udział we wspomnianej dyskusji. Z inicjatywy ZSP powstało m.in. forum oraz strona internetowa pracowników Poczty Polskiej, na której kilkaset osób w głosowaniu opowiedziało się za natychmiastowym strajkiem. Wolę pracowników potwierdził także wynik głosowania w referendum strajkowym w którym 86 proc. pracowników opowiedziało się za strajkiem.

Coś się zmieniło na Kubie

Świat | Publicystyka | Ruch anarchistyczny

W związku z bieżącą sytuacją na Kubie, Kubański Ruch Wolnościowy (Movimiento Libertario Cubano) - grupa kubańskich anarchistów na wychodźstwie - stara się znaleźć odpowiedź na wyzwania stojące przed kubańskim społeczeństwem. Kubańscy anarchiści zawsze wykazywali bezkompromisowe poświęcenie ideom wolności, równości i solidarności.

Coś zaczyna się zmieniać na Kubie, być może ma to związek z nastaniem ery "po Fidelu", którego niekończące się tyrady wypełniały przez pół wieku wszystkie przestrzenie na Kubie, aż do 26 lipca 2006 roku. W tym dniu, stojący nad grobem "komendant", został zmuszony przez chorobę do przerzucenia się niemal wyłącznie na słowo pisane. Jak wiadomo taki sposób komunikacji nie ma już tego smaku, tej siły, co słowo wygłoszone, a traci dodatkowo na znaczeniu, szczególnie dla osób nie wyznających kultu jednostki, gdy staje się oderwane od rzeczywistości i niekonsekwentne. Być może to właśnie stanowi główny powód, dlaczego tak wiele osób, więcej niż można było się spodziewać, na ulicach, w podziemnym kinie, na blogach pragnie zerwać pęta z wolnego słowa. Nawet pierwsze skrzypce rządowej orkiestry nie mają wyboru i zaczynają uznawać istnienie faktów, co było nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu, bez wątpienia zmuszone przez ten pomruki, który rozchodzą się wszędzie i rosną w siłę.

Wincenty Kołodziej: ANARCHIZM TOŁSTOJOWSKI

Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Lew Tołstoj urodził się w 1828 r. w Jasnej Polanie, w tulskiej guberni. Studiował w Kazaniu wschodnie języki, a w Petersburgu prawo. Wstąpił następnie do wojska i w randze oficera pełnił służbę na Kaukazie. Po wojnie krymskiej, w której brał udział, przeszedł do rezerwy osiedlając się w Petersburgu. W latach 1857-1861 odbywał podróż po Niemczech, Francji, Włoszech i Szwajcarii, spotykając się z wieloma ludźmi, w tym i anarchistą P. Proudhonem. Powrócił do kraju i osiedlił się w swej rodzinnej posiadłości, zajmując się gospodarstwem, twórczością literacką i publicystyką polityczną.

Piotr Madej: Sando

Kultura | Miejsca | Publicystyka

W 2002 roku RSA wydał w Gdańsku głośny zbiór nt. przestrzeni miejskiej, zatytułowany „Moje miasto”. Dwu współautorów książki już nie żyje. Pierwszy odszedł Marek „Duże Człowieki” Kłuciński, obecnie zabrakło Piotra Madeja. Poniżej jego text, dotyczący ukochanego Sandomierza, który nazywał po prostu „Sando”.

Sandomierz

Pamiętam stado czarnych ptaków nade mną. Szedłem niedaleko Katedry - mieszkałem wtedy na skarpie - i myślałem o tym, że to moje miasto. Z wyboru. Że właśnie tu przeżyłem parę rzeczy, których nie wymaże żadna siła, nikt, po prostu nie jest to możliwe. I wtedy zobaczyłem te ptaki. Ciemne niebo roiło się od gawronów i kawek. Wydawały się układać w jakieś znaki. Pomyślałem, że to twarz Boga.

Gdy myślę o Sando, od razu przed oczami staje mi droga koło Jakuba. Moja ulubiona. Schodzisz ze Starego Miasta w dół koło Katedry i koło Zamku i idziesz w prawo w dół. Potem do góry. Bruk. Stara chatka z tajemniczymi mieszkańcami, sąsiadami Zamku. Zawsze myślałem, że mieszkają tam Cyganie. Może i tak jest. Tam właśnie ostatni raz widziałem mojego kota Beniamina. Potem zniknął i więcej się nie spotkaliśmy. Naprzeciwko wejścia do Jakuba (to taki stary kościół) stoi ławka. Lubiłem kiedyś na niej siadać i zapalać papierosa. Pamiętam, że właśnie tam przesłuchiwałem nowo-zdobyte kasety. Zawsze wkurzało mnie to, że tamtędy jeżdżą pieprzone samochody. Na szczęście wystarczy tylko skręcić 10 metrów w prawo lub 30 w lewo i jesteś w wąwozie. I jesteś dziki. Tam żaden samochód nie dotrze. I bardzo dobrze.

W sprawie taktyki ruchu anarchistycznego

Publicystyka | Ruch anarchistyczny

Jako osoba niezwiązana z żadną organizacją mam możliwość spojrzeć na działania anarchistów w naszym "pięknym" kraju. Przyglądając się niejako z zewnątrz doszedłem do paru przemyśleń na temat strategii działań lewicowych organizacji. Postaram się w punktach wyłożyć, w wielkim skrócie, wyłożyć moje obserwacje:

1) Przede wszystkim tak realnie anarchiści nie potrafią przedstawić alternatywy dla panującego w kraju systemu społeczno - ekonomicznego. Jeśli poważnie myśli się o przemianach fundamentów porządku panującego w jakimś systemie społecznym trzeba wykazać empirycznie że inne systemy są możliwe. Nie widzę w Polsce żadnych komun produkcyjnych, żadnych "kibuców". Jeśli nie uda się podjąć działań w celu ich stworzenia, jesteśmy skazani na traktowanie jako nieszkodliwi idealiści.

2) Brak jest jakiejś szczególnej propagandy. Oddajemy pole informacji reżimowym mediom. Internet nie wystarczy, wydaje się, że jeśli nie pojawią się normalne, anarchistyczne periodyki gazetowe, nic się nie zmieni.

3) Brak rzetelnej, socjologicznej analizy zastanej rzeczywistości. Czy my wiemy jak wyglądają realia społeczne? Czy zdajemy sobie sprawę, dlaczego nasz przekaz nie dociera do ludzi? Jakie kanały propagandy są dla nas zamknięte? Co można z tym zrobić? Zdaje sobie sprawę, że strony takie jak ta zapełniają po części ten problem, ale jest to trochę nie wystarczające, potrzebne są specjalistyczny analizy.

4) Edukacja. Rozwój bibliotek anarchistycznych w naszym kraju jest dobrym sygnałem zmiany na tym polu. Ale potrzebne by były lokalne "uniwersytety ludowe" pokazujące inną formę propagandy, otwarte na wszystkie środowiska, prowadzące debatę z liberałami, konserwatyzmami i tzw. "lewicą".

5) Brak jasnego programu minimum. Mam wrażenie, że na zewnątrz widoczny jest tylko program maksimum. Nie da się tak prowadzić polityki (a co by nie mówić, każde działanie w celu zmiany sytuacji społecznej polityką właśnie jest). Wydaje mi się, że jedynym rozwiązaniem było by (wiem że to kontrowersyjne) wziąć udział w wyborach samorządowych. Dzięki temu udało by się osiągnąć dwa cele. Po pierwsze mogli byśmy przeliczyć, jakie poparcie społeczne mają nasze poglądy. Ile, procentowo, jest osób którym bliskie są nasze cele? Z jakich grup społecznych oni pochodzą? Po drugie - mogli byśmy pokazać, że nie jesteśmy oszołomami, że wiemy co i jak chcemy zdziałać. Byłaby to świetna podstawa dla propagandy, to raz, i po drugie - możliwość zdobycia informacji na temat istniejącej sytuacji w różnych instytucjach administracyjnych, które można by skutecznie wykorzystać w dalszych działaniach. Takie jedno odstępstwo przyniosło by, wydaje mi się, więcej dobrego niż złego w dłuższej perspektywie.

Oddaje te pomysły w Wasze ręce do przemyślenia, krytyki, dalszej obróbki. Jeśli nie zastanowimy się nad podstawowymi problemami ruchu, nic się w kraju nie zmieni, a nas będą traktować jak inną skrajność, folklor polityczny, tak jak traktuje się neofaszystów. A nie che siedzieć na jednym z nimi poziomie, tylko na drugim końcu sali.

"Chiny w przededniu olimpiady" - refleksje po pierwszym dniu konferencji.

Publicystyka

Dziś, w "Domie Muz" w Toruniu odbyła się dyskusja na temat alternatyw do bojkotu olimpiady w Chinach. Czwórka intelektualistów, posiadaczy szczytnego tytułu "Dr" przed nazwiskiem, z wielkim wysiłkiem próbowali odwieść słuchaczy od jakichkolwiek działań. Pierwszy głos zabrał dr. Moszyński, ekonomista z UMK, który, jak zwykle ekonomiści akademiccy, dowodził, jak to korzystna dla świata jest wymiana ekonomiczna z Chinami. Generalnie tezą, jaką próbował on przeforsować, głosiła "z Chinami nie mamy szans, wymiana z nimi jest korzystna, wszystkie nasze działania mogą się obrócić przeciw nam". Generalnie - sztampowe, zwykłe, ekonomiczne gadanie. Dr. Balcerzak, prawnika z Katedry Praw Człowieka UMK, dowodził, że nie możemy od Chin wymagać przestrzegania praw ukształtowanych na zachodzie, są one jeno szeroką ramą, którą należy dostosować do warunków kulturowych danego społeczeństwa. Nie wiem, czy wolność i godność człowieka są relatywne kulturowo. Jeśli przyjmiemy tę tezę, tylko czekać, jak jacyś nasi politycy postarają się ją nam narzucić! Zresztą z wielką pomocą prawników. Kolejną osobą, która brała udział w debacie był dr. Zdrenka, etyk i filozof z UMK. Jedyną rzeczą jaką miał do powiedzenia, było użalanie się, iż przedstawiciele innych dziedzin zabrali filozofom temat do dyskusji, zdominowali dyskurs publiczny. Poza tym nie powiedział nic twórczego. Spodziewać by się mogło, że po takim wstępie stanie po stronie etycznych, racjonalnych zasad, ale nie! Żadnego dowodu, żadnego zdecydowanego stanowiska. Jeśli tak się uprawia dzisiaj dyskusję etyczną - nie dziwi, że już nikt filozofów nie słucha.

Ale nieświetnym "bohaterem" wieczoru stał się dr. Adam Marszałek, właściciel wydawnictwa o jego nazwie. Działacz organizacji przyjaźni Polsko - Chińskiej, jak twierdzi, jedyna na świecie osoba z poza Chin, która ma legalnie działającą firmę w Państwie Środka. I generalnie mógłbym na tym zakończyć swój wywód. Wszystko co ten szanowny pan miał do powiedzenia krążyło w około kwestii cudu Chińskiego, wzrostu gospodarczego, wielkiej modernizacji i industrializacji. Jak pięknie tam jest! Jak wielkie inwestycje się tam odbywają! Cóż to za cudowne miejsce! Ciekawa była także jego wypowiedź pochwalna dla "sterowania społeczeństwem". Jak on był zachwycony tym, że władza z Pekinu tak strują poddanymi, że nie wybuchają żadne niebezpieczne powstania. Każdy włodarz był by z takiej sytuacji zadowolony. Ciekawe było także jak dr. Marszałek użył w jednym zdaniu słów (cyt. z pamięci) "demokracja, demokracja autorytarna, lub jak niektórzy to określają totalitaryzm" w odniesieniu do systemu Chińskiego. Jak to usłyszałem miałem pewien epistemologiczny zgrzyt. Czy ten człowiek nie rozumie, że używa słów sprzecznych ze sobą logicznie do opisania jednego zjawiska? Prawie nie pękłem ze śmiechu jak to usłyszałem! Było to prawie tak śmieszne jak ciągła, nachalna reklama, jaką prowadził. Brakowało tylko stoiska z książkami! Nie wytrzymałem do końca, zebrałem się 10 minut przed końcem debaty, nie dałem rady wytrzymać do końca tego bełkotu kapitalisty, uprawiającego nachalną propagandę pro-chińską, i reklamę tak własnej firmy jak i własnej osoby. Żałuje tylko, że z powodów zewnętrznych nie dam rady przyjść na drugi dzień konferencji. Może będzie ciekawsza...

P.S. Powyższy tekst opiera się na pamięci i własnych przemyśleniach Autora, bierze on, jako jedyny, odpowiedzialność za swoje słowa.

Animal Liberation Front - Opowieści z pierwszej reki o akcji na farmie norek

Publicystyka

Opowieści z pierwszej reki o akcji na farmie norek

Jest to opowieść o jednym z wielu nalotów na farmy norek, które miały miejsce w Ameryce Północnej.

Emma Goldman - fragment broszury

Prawa kobiet | Publicystyka

(...) Już w młodości przeciwnicy okrzyknęli ją wrogiem publicznym numer jeden i straszyli nią dzieci, zaś zwolennicy - z nie mniejszą emfazą - obdarzyli mianem "sumienia Ameryki". Gdy zrobiono to zdjęcie, miała sześćdziesiąt lat - nadal była aktywna. Nazywała się Emma Goldman.
Dlaczego została anarchistką? Pod koniec XIX wieku, na zachodnich rubieżach państwa carów, gdzie urodziła się w 1869 roku w przeciętnej żydowskiej rodzinie, nie był to wybór niezwykły. Już rozpowszechniły się bowiem wśród radykalnej inteligencji idee Narodnej Woli, w wyniku "akcji bezpośredniej" zginął car Aleksander II, nadal wiele obiecywano sobie po "chodzeniu w lud". Więc siedemnastoletnia Emma, naczytawszy się Czernyszewskiego i Niekrasowa, porzuciła lekcje muzyki i francuskiego i też "poszła" - wyrabiać gorsety i rękawiczki w jednym z petersburskich zakładów.

Noam Chomsky - Pewne prawdy i mity na temat retoryki wolnego rynku

Gospodarka | Publicystyka

Mało który dzień mija bez przyklaskiwania ekscytującej nowej idei Nowego Światowego Porządku: kapitalizmu wolnorynkowego, który wyzwoli energie aktywnych i kreatywnych ludzi, z korzyścią dla wszystkich. Euforia sięgnęła szczytu gdy Clinton delektował się triumfem NAFTY (North-American Free Trade Agreement, czyli północnoamerykańskie porozumienie o wolnym handlu) na szczycie Azji i Pacyfiku w Seattle, gdzie wyłożył swoją "wielką wizję dla Azji" i zgromadził przywódców politycznych aby "głosić pochwałę otwartych rynków i aby zabezpieczyć obecność Ameryki w najszybciej rozwijającej się na świecie wspólnocie gospodarczej". To może być największy zwrot w amerykańskiej polityce wobec Azji od czasów II wojny światowej, zauważył David Sanger. Clinton przedstawił "nową wizję" "wiwatującemu tłumowi wewnątrz ogromnego hangaru samolotowego firmy Boeing - modelu dla firm z całej Ameryki, którego interesy z Azją kwitną" - z planami na "wielomilionowe i tworzące nowe miejsca pracy inwestycje poza Stanami Zjednoczonymi, na skalę, która skonfunduje oponentów NAFTY".

Czy matura ma sens?

Edukacja/Prawa dziecka | Publicystyka

Zakwitły kasztany, a w szkołach średnich rozdano arkusze maturalne. Na pierwszy ogień poszedł język polski. Dwa poziomy, na podstawowym „Lalka” Prusa lub "Oda do młodości" Mickiewicza a na rozszerzonym tekst Miłosza i opowiadanie Mrożka pt. "Lolo". Dziś wszystko, po zeszłorocznym szaleństwie związanym ze zmianami, mogło by się wydawać "ok" - ale czy tak naprawdę jest?

Zamknąć Frontex!

Dyskryminacja | Publicystyka

Wojny, ekonomiczny imperializm, konflikty wewnętrzne, degradacja środowiska i inne czynniki, wraz z wszechobecną technologią monitoringu i militaryzacją granic powodują, że ludzie muszą ryzykować coraz więcej, by korzystać z przysługujących im praw swobody przemieszczania się i osiedlania się. Coraz trudniej im znaleźć nowy dom, lub pracę z choćby odrobiną perspektyw na przyszłość, gdy są całkowicie pozbawieni możliwości w swoim kraju pochodzenia. Unia Europejska zamieniła się w fortecę i próbuje kontrolować imigrację tak, aby dopasować ją do swoich potrzeb i do potrzeb światowego kapitału. W interesie przedsiębiorców jest utrzymanie uwięzionych rynków pracy w krajach, gdzie panują niskie zarobki i gdzie nie ma rozwiniętej aktywności związkowej. W ich interesie jest pozwolić na swobodne przemieszczanie się kapitału i towarów, jednocześnie tamując swobodny ruch ludzi. Aby lepiej kontrolować przepływ imigracji, Unia Europejska stworzyła Frontex.

Czym jest Frontex?

Frontex jest agencją Unii Europejskiej, która koordynuje działalność, szkolenia i operacje służb granicznych UE, we współpracy z policją, wojskiem i tajnymi służbami.

Frontex kieruje grupami RABIT (grupy szybkiej interwencji na granicach), które prowadzą ćwiczenia z bronią podobne do manewrów wojskowych, przygotowując się do operacji przeciwko imigrantom. Ich działalność sprawia, że staje się bardziej prawdopodobne, że ktoś zostanie zastrzelony podczas próby przekraczania granicy.

Mordercze wypadki

Imigranci muszą próbować coraz bardziej niebezpiecznych sposobów przekraczania granicy. Handlarze żywym towarem i mafie dobrze na tym zarabiają. Ale ceną dla imigrantów jest często śmierć w dusznej naczepie ciężarówki lub w niesprawnej łodzi na morzu. Śmierć imigrantów na morzu jest coraz częstszym wydarzeniem dzięki morskim patrolom Frontexu. Zamiast wybierać najkrótsze trasy, imigranci są zmuszeni do wyboru najbardziej niebezpiecznych i często giną podczas podróży.

Gdy dziesiątki martwych ciał niedoszłych imigrantów są wymywane na plaże, wiele krajów Unii Europejskiej narzeka na niedobór pracowników i próbuje prowadzić nabór pracowników z Azji. Kryminalizując imigrację, władze przenoszą odpowiedzialność za śmierć imigrantów na nich samych, jako tych, którzy sami wystawili się na niebezpieczeństwo i złamali prawo. Ale w rzeczywistości, to system kontroli imigracji jest morderczy.

Żaden człowiek nie jest nielegalny

Uważamy, że zasoby świata należą do całej ludzkości i że ludzie muszą mieć możliwość wyboru miejsca zamieszkania, miejsca pracy i dysponować w egalitarny sposób owocami swojej pracy oraz zasobami naturalnymi. Granice wyznaczone sztucznie tworzą podziały pomiędzy ludźmi i służą najczęściej do ochrony interesów władzy, a nie interesów zwykłych ludzi. Ludzie mają prawo do tego, by podróżować, gdzie zapragną, lub pozostać w miejscu urodzenia. Państwa i przedsiębiorstwa nie mają prawa wysiedlać ludzi z ich ziemi w celu wprowadzenia monopolu na zasoby naturalne dla czerpania zysku. Od setek lat, przedsiębiorcy tworzyli plantacje, fabryki o koszmarnych warunkach pracy i kopalnie, gdzie tylko chcieli, niszcząc lokalne społeczności, rujnując lokalną gospodarkę i wykorzystując ludzi jako niewolniczą lub tanią siłę roboczą. Ten proceder, wraz (w mniejszym stopniu) z klęskami żywiołowymi (czasem spowodowanymi przez nadmierne wykorzystanie zasobów naturalnych) stworzył świat, w którym miliardy ludzi żyją w biedzie, której przyczyną jest wyzysk. Trudno się dziwić, że ludzie chcą opuścić te miejsca, w których nie mają żadnych perspektyw.

Nie możemy się zgodzić na to, by imigranci ponosili wszystkie koszta związane z tymi problemami. Nie możemy się zgodzić na nieustanną kryminalizację, represję i deportację imigrantów. Zamiast tego, należy usunąć rzeczywiste przyczyny problemu.

Czy pierwszomajowe pochody mają jeszcze sens?

Prawa pracownicze | Protesty | Publicystyka

Z Jarosławem Urbańskim, socjologiem, działaczem ruchu pracowniczego, rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Myślę, że forma ulicznego manifestowania swoich poglądów 1 maja staje się coraz mniej pociągająca i to już nie ulegnie odwróceniu.

Ważna jest dla Pana tradycja Święta Pracy 1 Maja?

To jest dla mnie ważny punkt odniesienia, ale w ostatnich latach moje nastawienie do tej tradycji stało się sceptyczne. Moim zdaniem, szczególne, trochę na siłę akcentowanie tego dnia przez ruchy lewicowe, socjalistyczne, pracownicze, czy także anarchistyczne, z którymi jestem związany, nie ma dziś zbyt wielkiego sensu.

Sprawa Seana Bella przykładem patologii w policji

Publicystyka

O tragicznej sprawie Seana Bella pisaliśmy już tutaj: Zamieszki po wydaniu wyroku w sprawie policyjnego morderstwa. Najprawdopodobniej, policja zastrzeliła Seana Bella ponieważ jechał w wieczór przedślubny zbyt drogim samochodem.

Taka jest praktyka w Stanach, że kiedy organizuje się śluby, para wynajmuje limuzynę czy inny drogi samochód. Często wynajmuje się drogie samochody także w wieczór przedślubny jeśli ma się odbyć impreza w klubie.

W dzielnicy Nowego Jorku, Jamaica, Queens, mało jest bogatych ludzi, choć jest wiele ludzi pracujących, z niższej klasy średniej i biednych. Luksusowe samochody czasami się zdarzają: niestety biedni ludzie czasami chcą się pokazać w otoczeniu luksusu. Jednak najlepsze samochody posiadają z zasady handlarze narkotyków.

W tej dzielnicy, jest pewien problem z handlarzami narkotyków. Ale wielu policjantów jest częścią tego problemu. Związki skorumpowanych policjantów z narkotykami nie są czymś wymyślonym przez Hollywood; historie takie jak w filmie American Gangster są niestety prawdziwe. (Ten film jest na podstawie prawdziwej historii o setkach nowojorskich policjantów, którzy brali łapówki i haracz od handlarzy narkotyków.) W dzielnicy Jamaica, każdy wie, kto organizuje handel narkotykami. Z zasady, policja ignoruje grube ryby i zostawia wiele miejsc związanych z narkobiznesem w spokoju. Zamiast tego aresztuje drobnych handlarzy, którzy próbują konkurować na rynku narkobiznesu oraz klientów handlarzy za posiadanie. Akcje przeciw handlarzom narkotyków są podejmowane, kiedy pojawia się ktoś nowy, ktoś z innej dzielnicy, albo potencjalny konkurent. Oczywiście, nie wszyscy policjanci są w narkobiznesie, ale dość wielu, aby najgorsi handlarze byli chronieni.

Większość policyjnych akcji więc koncentruje się na młodzieży, która „wygląda jak” potencjalni klienci dilerów, młodzież, które nie siedzi w domu i chodzi po ulicach wieczorem, młodzież utożsamiająca się z kulturą hiphopu. Oprócz tego, policja nęka na rożne sposoby warstwę drobnych kryminalistów i innych ludzi, którzy nie przestrzegają pewnych przepisów prawnych. To są nielegalni taksówkarze uliczni handlarze, ludzie handlujący nielegalnymi płytami DVD i oprogramowaniem, nielegalni imigranci, ludzie, którzy sprzedają towary w sklepach bez odpowiedniego zezwolenia. O jakie towary chodzi? Różnie to bywa. Imigranci z dzielnicy np. czasami nie lubią sztucznego amerykańskiego jedzenia. Są sklepy w tej dzielnicy, gdzie sprzedają „świeże mięso”, to jest mają kury z tyłu sklepu i sprzedają je imigrantom, którzy tak kupują mięso w swoich krajach. Jest to nielegalne w Nowym Jorku. Lub są sklepy gdzie sprzedaje się tańsze leki importowane z innych krajów – to też jest handel nielegalny. Z jednej strony policja bierze haracz od niektórych, z drugiej poluje na tych, którym udało się uniknąć sieci policyjnej kontroli. Więc tak policyjna przemoc, która zdarza się zwykle w różnych okolicznościach, może spotkać młodych, którzy chodzą po ulicach może w nieczystych intencjach, ale także młodych, którzy po prostu byli na imprezie, czy biednych lub imigrantów, których handlowali czymś i spotkali złego policjanta w niedobrym momencie.

Jest wiele czynników, które powodują zupełnie niestosowne akcje policyjne, ale główną przyczyną jest podejście do ludzi i przekonanie że znaczna część biednych ludzi, to śmieci. Praca w komendzie nr. 103 w Nowym Jorku jest traktowana jako „zła praca” dla policjantów najgorszej kategorii. Kiedy wiele lat temu policjanci z jednej dzielnicy Manhattanu byli oskarżeni o brutalność, zostali przeniesieni do komendy nr. 103 za karę. Skupiają się tam więc jednocześnie ludzie brutalni i nieudacznicy, którzy pragną wiele osób aresztować aby pokazać, że aktywnie walczą z przestępczością.

Z jednej strony, policjanci ci żyją pod wielkim stresem. Praca tam jest uznana za niebezpieczną. Często zdarza się, że ludzie, które mają już dość tych policjantów, strzelają do nich lub rzucają na nich przedmioty. (Np. koktajle Mołotowa.) Nawet normalni ludzie, którzy nie mają żadnej tendencji do popełniania przestępstw, (którzy pewnie są w większości w dzielnicy), traktują ich z rezerwą czy z nienawiścią ponieważ policjanci mają tendencję traktować wszystkich jako potencjalnych przestępców i w wielu rodzinach jest ktoś, kto miał różne bezpodstawne problemy z policją. Na codzień, nawet najbardziej normalni napotykają problemy ze strony policjantów oraz ochrony w rożnych miejscach; wystarczy wyglądać trochę „nie tak”, aby ochrona zaczęła kogoś śledzić w centrum handlowym czy dokonała przeszukania. W wielu przypadkach wystarczy nie być białym, aby doświadczyć na sobie siłę rasistowskich stereotypów. W takich sytuacjach, rośnie napięcie miedzy policją, a zwykłymi obywatelami.

Policjanci, ciągle w stresie, wychowani często w atmosferze macho i mający paranoję, widzą w wielu osobach potencjalnych wrogów. Według nich, porządni ludzie powinni siedzieć cicho w domu, iść do pracy, wrócić do rodziny i nie wychodzić. Ok. 20 lat temu, władze postanowiły odwołać nocne kursy metra do tej dzielnicy, gdzie wiele osób pracuje do późnego wieczora. (W całym Nowym Jorku metro jeździ całodobowo.) Ja wtedy mieszkałam tam, a pracowałam do godz. 01:00 i miałam kłopoty. Dzwoniliśmy do władz miasta, które mnie mówili, że jest „niebezpiecznie” mieć nocne metro a kiedy tłumaczyłam, że wiele osób korzysta z metra wieczorem i rano, mnie pytali „a co CI ludzie robią na ulicach wieczorem”. A ja opowiedziałam: pracują w szpitalach, restauracjach i sklepach, a drugą zmianę kończą o godz. 01:00. Ci, którzy pracują w restauracjach, klubach oraz barach, mogą pracować do 03:00 lub 04:00. Metro o godzinie 01:00 po drugiej zmianie zawsze jest tak pełne jak o godz. 17:00. Ludzie zorganizowali alternatywny transport (nielegalne taksówki) ale policji to też się nie spodobało. Po protestach i interwencji pracodawców, przywrócono nocne metro.

Podejście władz miasta było dość typowe: jesteś poza domem wieczorem, to jest coś podejrzanego jeśli mieszkasz w takich dzielnicach. Nie przyszło im do głowy, ze Nowy Jork, miasto całodobowe, nazwane „the City that Never Sleeps” czyli, „miasto, które nigdy nie śpi” jest takim bo ludzie pracują w nocy – w sklepach całodobowych, w usługach, w szpitalach, w całodobowych restauracjach, na poczcie, itd. Jest także pewien klasowy wymiar tej pracy – przede wszystkim (ale nie zawsze) pracują w nocy biedni. W niektórych rodzajach pracy, praca nocna jest traktowana, jako gorsza praca, a awans oznacza, że nie musisz wieczorem pracować. Jest także wiele osób, które pracują na dwie zmiany, aby związać koniec z końcem lub spłacić jakiś dług. Mimo to, że jest to dość powszechnie praktyka, że ludzie pracują, a także, że ludzie wychodzą wieczorem – na koncerty, do pubów, do kina, do znajomych – władze podchodzą podejrzliwie do ludzi, których widzą na ulicach. W głowach policji działa wyobrażenie i strach, i widzą winnych wszędzie, nawet tam, gdzie ich nie ma.

Pewnie coś takiego wydarzyło się z Seanem Bellem. Był trochę pijany. Może zachowywał się głośno. Miał dobry samochód, wychodził z klubu. To wystarczyło.

Zwolennicy policji oraz cała administracja policyjna próbują usprawiedliwić to jako niewinny błąd policjantów. Trudno powiedzieć, jednak nawet jeśli policja spotka prawdziwego przestępcę, powinna strzelić tylko w ostateczności, a nawet wtedy, powinna próbować strzelić a nie zabić. W żaden sposób nie można usprawiedliwić 50 strzałów oddanych do nieuzbrojonych ludzi.

Wyrok jest szokujący. Powinny po tym wyroku wybuchnąć zamieszki na skalę Los Angeles w 1992 r. Jednak wiele negatywnego się mówi o tych wydarzeniach w dzielnicach jak Jamaica. Liderzy ruchów społecznych mówią, że zamieszki były pokazane w tendencyjny sposób w mediach, oraz, że ludzie niezorganizowani niestety nie zawsze zachowali się logicznie. Podpalili własną dzielnicę. Od wielu lat mówi się do ludzi, że gwałtowne protesty będą kończyć się po prostu większą liczbą wyroków, więc trzeba być bardziej pokojowym.

Wiadomo o tych problemach od dawna, jednak za mało się robi aby poprawić sytuację.

Podejście administracji policji nie pomoże. Ciągle nie chcą przyznać, że jest głęboki problem. A wyrok w sprawie Bella pokazuje, że sytuacja jest gorsza nawet niż kiedyś.

W latach 80tych na komendzie 106 (niedaleko od 103), a także na komendzie 103, użyto taserów na osobie, która przebywała w areszcie. Kilkunastu funkcjonariuszy uznano za winnych, ale nie odebrano im pracy. Za „karę”, wysłano ich wtedy do komendy w Harlemie, która był uznana za „jeszcze gorszą” niż komenda w Jamaice.

Mimo niepodważalnych dowodów, pokazano ludziom, że policjanci są bezkarni i nie ma szans dla normalnych ludzi, aby wnieść skargę na policjanta.

Wychodzi na to, że nawet ludzie nie próbują walczyć o sprawiedliwość poprzez system, bo nie wierzą, że mają jakąś szansę. Więc większość przestępstw ze strony policji pozostaje nieznanych. Tym bardziej, jeśli zdarzyło się coś z kimś, kto naprawdę działał wbrew prawu.

Trzeba przyznać, że ja osobiście spotkałam się nieraz z nieprzyjemnościami ze strony policjantów z tej komendy. Kiedyś mój kolega złożył skargę na policjanta i dostał list, że „nie ma podstawy dla skargi” – co jest typowe. Więc kiedy wydarzyło mi się coś naprawdę ohydnego, niestety nie podjęłam pewnych kroków, a postanowiłam tylko robić hałas i czekać na rewanż. Sytuacja była przykładem totalnego bezprawia. co niestety pewnie zdarza się innym.

W dzielnicy tej było wiele pustych domów. Nikt tam nie mieszkał, a nawet była cała pusta ulica. Z kolegami znaleźliśmy trzy domy z ogródkiem, które wyglądały na idealne miejsce na squat.

Skłotowanie jest dobrym przykładem „przestępstwa bez przestępstwa”. Z punktu widzenia prawnego jest przestępstwem zajmować miejsce, gdzie nikt nie mieszka od lat, nawet jeśli dom ten będzie po prostu powoli stawać się ruiną. W czasie kiedy jest wielu bezdomnych, władze nie pozwalają biednym zajmować pustych domów, a także nie pomagają tym ludziom znaleźć coś legalnego.

Nasza mała grupa „groźnych anarchistów” była bardzo popularna w dzielnicy ponieważ sprzątaliśmy puste działki i budowaliśmy place zabaw dla dzieci. Od lat na działce były po prostu śmieci, rozbite butelki i szczury. Dzięki akcji sprzątania, była dobra integracja z sąsiadami. Jakoś policja od początku nas zostawiła, ale pewnie przez cały czas szukali jak nas wrobić. Pewnego dnia, zimą nawet cały czas nie mieszkaliśmy na skłocie ponieważ trochę było za zimno. Kiedy weszliśmy, sąsiedzi nas wołali ponieważ wiele osób pytało nas o pomoc kiedy coś się zdarzyło. W pustostanie pękła rura. Woda nie była wyłączona, więc zaczęła się lać i zamarzła. Zrobiło się lodowisko. Babcia była trochę w panice. Poszliśmy na dwór do tego domu, aby zobaczyć co się tam dzieje. Jeden z sąsiadów wcześniej zadzwonił na policję, aby przyjechali i interweniowali w sprawie pękniętej rury.

Kiedy przyszła policja, byliśmy z jednej strony domu. Policja na nas od razu się rzuciła. Tłumaczyliśmy, że oglądaliśmy co się dzieję, że babcia nam pozwoliła. Babcia, która stała 10 metrów dalej krzyczała do policji, że to prawda.

Dalej były już tylko różne groźby wobec nas, groźnych anarchistów, których chodzą w pobliżu domu, z którego leje się woda, gdzie od razu widać po prostu miała miejsce awaria. Zamiast zajmować się awarią, policja chciała się nami zajmować, bo tacy jak my, to zagrożenie dla całego społeczeństwa. Policja zaczęła siłą przeszukiwać nasze kieszenie. W jednej kieszeni przypadkiem miałam zszywki (bo rozwieszaliśmy ogłoszenia trochę wcześniej), więc policjant krzyczy z bólu i chce mnie zabić. Do kieszeni kolegi policjant wrzucił małą plastikową saszetkę z prochami. On bardzo szybko zareagował i udało mu się ją wyrzucić. Sąsiedzi wyszli z domu. Kolega krzyknął do nich, że policja próbuje podrzucić mu narkotyki. Policjant krzyczy, że to nie prawda, że saszetka wypadła z kieszeni kolegi. Kolega fanatyk ekologii, wegan, nie pił, nie brał narkotyków. Sąsiedzi widzieli co się dzieje, jak policja reagowała, zaczęli na nich krzyczeć, niektórzy najbardziej śmiali młodzi przybiegli do nas. Panika. Broń. Ludzie panikują. Krzyczą, żeby schowali broń. Zrobili to. Jeden zadzwonił do komendy, że potrzebuje pomocy. Chaos. Mówimy, że wychodzimy. Policja nam grozi, ale ludzie mówili, że widzieli jak próbowali nam podrzucić narkotyki. I poszliśmy. Policja nas nie goniła, pewnie przemyśleli sprawę. Udało się nam wyjść cało z sytuacji.

Nie wiadomo jak często zdarzają się takie sytuacje zupełnych bezprawne, ale pewnie od czasu do czasu. Jest to bardzo smutne. Ludzie nie mają skutecznych narzędzi do walki z tym bezprawiem. A co gorsze, media i wiele osób budują stereotypy i rozdmuchują strach wśród ludzi, więc wiele osób, które czegoś takiego nie doświadczyli na własnej skórze, nawet jeśli wiedzą, że były sytuacje jak pobicie Rodneya Kinga, czy sprawa z korupcją w policji, myślą, że raczej te sytuacje muszą być wyjątkami, czy myślą, że pewnie musi być przyczyna, a ofiara tego bezprawia musi sama być czemuś winna. Straszą ludzi, żeby byli przeciw innym ludziom, aby ludzie z innych dzielnic czy klas społecznych nie zajmowali się sprawami brutalności policyjnych w biednych dzielnicach. Bogaci milionerzy Nowego Jorku siedzą w domu, czytają gazetę New York Times a nawet może rozumieją, że sprawa Seana Bella była dobrym przykładem przemocy policyjnej, że to policjanci byli przestępcami. Ale nic nie zrobią ponieważ zależy im za dużo na istnieniu tych policjantów ponieważ bez nich, może ktoś z wielkich mas bezdomnych chciałby zamieszkać w ich luksusowych apartamentach.

GMO: jak wywołać światowy głód i na tym zarobić

Świat | Gospodarka | Publicystyka | Ubóstwo | Wybory

Na całym świecie trwa głęboki kryzys żywieniowy wywołany wzrostem cen podstawowych artykułów żywnościowych. Według agendy ds. żywności i rolnictwa ONZ (FAO), ceny żywności na całym świecie wzrosły o prawie 40% od 2007 r. Ceny ziarna wzrosły o 42%, a ceny nabiału o 80%. Według Banku Światowego, ceny żywności wzrosły o 83% od 2005 r. W grudniu 2007 r. w 37 krajach na świecie ogłoszono kryzys żywnościowy. Według szacunków International Food Policy Research Institute, do 2020 r. ceny podstawowych artykułów żywnościowych wzrosną jeszcze o 135%.

Już dziś wiadomo, że te szacunki są zaniżone i że wzrost cen będzie jeszcze większy. Nawet dzisiejsze ceny żywności są już niedostępne dla biednych na całym świecie. Dlatego wybuchają zamieszki głodowe w Meksyku, Indonezji, Jemenie, na Filipinach, w Kambodży, Maroko, Senegalu, Uzbekistanie, Gwinei, Mauretanii, Egipcie, Kamerunie, Bangladeszu, Burkina Faso, Wybrzeży Kości Słoniowej, Peru, Boliwii i Haiti.

Firmy promujące produkty modyfikowane genetycznie, Monsanto, DuPont, Dow Agrisciences, Syngenta i Bayer CropScience AG, wykorzystują tą sytuację, by starać się przekonywać opinię publiczną, że ich produkty są jedynym sposobem, by zapobiec światowej klęsce głodu. Wielu producentów żywności w Japonii i Korei Południowej przestało korzystać z kukurydzy niemodyfikowanej genetycznie, gdy ceny wzrosły trzykrotnie w ciągu dwóch lat. Producenci modyfikowanej genetycznie kukurydzy w Stanach Zjednoczonych zwiększają produkcję, zachęceni większą akceptacją GMO w Azji i w Europie. Europejscy hodowcy bydła naciskają na rządy Unii Europejskiej, by całkowicie zniosły ograniczenia importu paszy modyfikowanej genetycznie, strasząc kryzysem w przemyśle hodowlanym. Według producentów GMO, ich produkty mogą w przyszłości zwiększyć wydajność upraw dzięki mniejszemu zapotrzebowaniu na wodę i nawozy.

Jednak na razie, nie ma żadnych dowodów na to, że rośliny modyfikowane genetycznie mogą zapewnić większe zbiory z takiego samego areału. Badania Uniwersytetu w Kansas prowadzone w okresie 3 lat pokazały, że uprawy soi modyfikowanej genetycznie dostarczały o 10% mniejszych plonów, niż naturalna soja. Do podobnych wyników doszło działające w Wielkiej Brytanii, stowarzyszenie Soil Association, które porównywało różne badania produktywności roślin modyfikowanych genetycznie. Według raportu stowarzyszenia, w latach 1999-2002 r. rząd USA wydał 12 miliardów dolarów na subsydia dla farmerów uprawiających genetycznie modyfikowane odmiany soi, kukurydzy i rzepaku. Roczny koszt subsydiów rządu USA dla upraw modyfikowanych genetycznie jest szacowany na 3 do 5 miliardów dolarów. „Niższa cena” produktów modyfikowanych genetycznie jest skutkiem subsydiów państwowych, a nie większej wydajności roślin GMO.

Wiele wskazuje też na to, że globalny wzrost cen żywności został wywołany m.in. przez coraz bardziej rozpowszechnione uprawy roślin modyfikowanych genetycznie: soi przeznaczonej na paszę dla zwierząt, rzepaku przeznaczonego na produkcję biopaliw i kukurydzy. Te przeznaczone na eksport uprawy, wypierają uprawy żywności na potrzeby lokalnego rynku i uzależniają wiele państw Trzeciego Świata od importu żywności. W sytuacji, gdy ceny paliwa biją wszelkie rekordy, importowana żywność staje się niedostępna i dochodzi do klęski głodu.

Przemysł kapitalistyczny dostarczył nam kolejnego przykładu swojego zwykłego modus operandi: sztucznie wytworzyć kryzys, aby potem czerpać gigantyczne korzyści z jego rozwiązywania. Uprawy roślin modyfikowanych genetycznie, zapewniające kolosalne zyski kilku koncernom zajmującym się globalną dystrybucją pasz, paliw i dodatków do produktów spożywczych (cukrów i skrobii), doprowadziły do zapaści rolnictwo nastawione na zaspokajanie potrzeb żywnościowych ludności w krajach Trzeciego Świata. Jakby tego było mało, koncerny biotechnologiczne chcą sprzedać jako lekarstwo truciznę, która wywołała globalny kryzys: technologię organizmów modyfikowanych genetycznie.

Jak napisał John Zerzan: „rozwiązaniem na problemy stworzone przez technologię jest zawsze więcej technologii”. W ten sposób błędne koło pogoni za zyskiem się zamyka, pozostawiając za sobą miliony ludzi ginących z głodu.

Kanał XML