Dedykowane młodym ludziom by nie ustawali w poszukiwaniu własnej drogi, by nie bali się być inni, by wierzyli, że musi być lepiej, by walczyli o swój ...
Ten serwis jest wg. mnie zakałą portali społecznościowych, reklamowany jako stowarzyszenie przyjaciół, pozwala na istnienie takich treści:
Serwis zez...
Specjalnie na piątą rocznicę bycia razem, dedykując go mojej ukochanej publikuję ten ostatni rozdział "Losu Buntownika", który zarazem przenosi nas w ...
Już od dawna słyszymy o tym, jak ochroniarze atakują ludzi na koncertach, szczególnie rockowych / punkowych. Ostatnio takie wydarzenie miało miejsce 2...
Oczywiście że rozwiązanie musi być społeczne, a nie państwowe - tu raczej jest dyskusja o to jak to uspołecznienie ma wyglądać. Przeciez to nie sami pracownicy szpitala wybudowali go, tylko powstał najczęściej ze składek danej społeczności, to po pierwsze, po drugie konsumenci też muszą mieć wpływ na funkcjonowanie szpitala. Taki system mógłby się sprawdzać, gdyby rynek idealnie "rozprowadzał" kapitał i działał na rzecz równości, bo wtedy na rynku jeden głos konsumenta byłby w rzeczywistości jednym głosem i nie istniałby problem taki, że parafrazując Urbana "kapitaliści zawsze sie wyżywią", czyli w tym przypadku zbudują sobie własne kliniki, tak jak to jest często w Ameryce Południowej. Jednak rynek tak nie działa - jedni mają bardzo dużo inni bardzo mało itd. Mogę liczyć na solidarność, ale nie chciałbym pozostawać na łasce i niełasce bogatych, którzy "filantropijnie" mi odpalą trochę z zagarniętej wartości dodatkowej na moje leczenie.
Problem ze spółkami akcyjnymi polega na tym, że akcje można dowolnie sprzedać i wtedy własność odrywa się od użytkowania. Moim zdaniem trzeba podchodzić do tego nie od strony własności, ale od strony "funkcjonalnej", czyli decyzję powinien podejmować ten, kogo dana sprawa dotyczy. W przypadku szpitali pracownicy oraz powinno się brać pod uwagę głos konsumentów ich usług, czyli pacjentów.
Strajk czynszowy w Barcelonie z 1931 r. nie tylko pozwolił klasie pracującej obniżyć koszty związane z utrzymaniem mieszkania, ale też był doświadczen...
Ponad cztery miesiące zajęło białostockiej prokuraturze spreparowanie dowodów pozwalających na oskarżenie 7 członków ruchu antyfaszystowskiego o udzia...
Przez trzy miesiące jeden z naszych znajomych pracował w barze “Azteca” położonym przy ulicy Grochowskiej 248. Większość klientów baru to studenci zna...
Oczywiście że rozwiązanie
Oczywiście że rozwiązanie musi być społeczne, a nie państwowe - tu raczej jest dyskusja o to jak to uspołecznienie ma wyglądać. Przeciez to nie sami pracownicy szpitala wybudowali go, tylko powstał najczęściej ze składek danej społeczności, to po pierwsze, po drugie konsumenci też muszą mieć wpływ na funkcjonowanie szpitala. Taki system mógłby się sprawdzać, gdyby rynek idealnie "rozprowadzał" kapitał i działał na rzecz równości, bo wtedy na rynku jeden głos konsumenta byłby w rzeczywistości jednym głosem i nie istniałby problem taki, że parafrazując Urbana "kapitaliści zawsze sie wyżywią", czyli w tym przypadku zbudują sobie własne kliniki, tak jak to jest często w Ameryce Południowej. Jednak rynek tak nie działa - jedni mają bardzo dużo inni bardzo mało itd. Mogę liczyć na solidarność, ale nie chciałbym pozostawać na łasce i niełasce bogatych, którzy "filantropijnie" mi odpalą trochę z zagarniętej wartości dodatkowej na moje leczenie.
Problem ze spółkami akcyjnymi polega na tym, że akcje można dowolnie sprzedać i wtedy własność odrywa się od użytkowania. Moim zdaniem trzeba podchodzić do tego nie od strony własności, ale od strony "funkcjonalnej", czyli decyzję powinien podejmować ten, kogo dana sprawa dotyczy. W przypadku szpitali pracownicy oraz powinno się brać pod uwagę głos konsumentów ich usług, czyli pacjentów.