Recenzje

Recenzja filmu "ul. A18" o uchodźcach politycznych i wietnamskiej bezpiece w Polsce

Dyskryminacja | Kultura | Publicystyka | Recenzje

Dwa tygodnie temu, w siedzibie SWS w Warszawie, odbyła się premiera dokumentalnego filmu Dang Thu Huong i Marii Kotowskiej "Ul. A 18". Film opowiada m.in. o współpracy polskich urzędników z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego Wietnamu. Funkcjonariusze wydziału A18 wietnamskiej służby bezpieczeństwa przyjeżdżają do Polski na podstawie umowy, jaką oba kraje podpisały w 2004 r., która pozwala na deportację osób z Polski (lub z Wietnamu),

Film został zrealizowany w bardzo krótkim czasie: reżyserki miały tylko tydzień na jego realizację. Jednak udało im się znaleźć ludzi, którzy mieli do czynienia z tymi służbami. Uchodźcy w Polsce znajdujący się w takiej sytuacji rzadko kiedy zgadzają się na wywiady przed kamerą, jednak w filmie poznajemy kilku uchodźców z Wietnamu, trochę dowiadujemy się o ich losie. Zrobiono także wywiady z przedstawicielami Straży Granicznej, której bez wielkiej sympatii do uchodźców mówią o współpracy z wietnamską bezpieką.

Opis spotkań wietnamskich uchodźców i emigrantów z bezpieka różni się w wersji Straży Granicznej i w wersji przesłuchiwanych. Według Straży, te spotkania są "nagrywane", odbywają się w obecności funkcjonariusza Straży oraz służą tylko do "ustalenia tożsamości" cudzoziemca. Cudzoziemcy mówią o tym, jak są zatrzymywani, przesłuchiwani przez bezpiekę, zastraszani. Kilkaset osób już zostało deportowanych do Wietnamu w wyniku tej współpracy.

Dowiedzieliśmy się, że pięć dni temu, funkcjonariusze A18 znowu przybyli do Polski. Obecnie są oni w Przemyślu, gdzie przesłuchają nową grupę Wietnamczyków.

Film A18 był pokazany w specjalnym pokazie w ramach Festiwalu Pięciu Smaków. Festiwal Pięciu Smaków jest bardzo ciekawym wydarzeniem i odbędzie się różnych miastach Polski.

Program festiwalu.

Niestety ten film nie będzie pokazywany w ramach tego festiwalu w innych miastach. Będziemy się starać o pokazanie go jeszcze raz w Warszawie i poinformować ludzi, jeśli będzie pokywany w innych miastach.

Jest także realna nadzieja, że zredagowana wersja filmu będzie pokazana w telewizji.

Film "Fala": Łatwo przekonać ludzi do faszymu

Blog | Kultura | Recenzje

W 1967 w Kalifornii, nauczyciel historii Ron Jones postanowił prowadzić eksperyment z swoimi uczniami. Słynny eksperyment nazywał się "Trzecia Fala". Reżyser Dennis Gansel nakręcił nowy film o podobnym eksperymencie.

Więcej o 3 Falie:
http://www.ronjoneswriter.com/

O filmie:

Faszyzm w szkole
Sheila Johnston

Tak wygląda wzorowa szkolna psychozabawa. Charyzmatyczny nauczyciel nagle wprowadza na swoich lekcjach ostrą dyscyplinę, a uczniowie zamiast się zbuntować, przyjmują to z entuzjazmem.

W ciągu tygodnia wymyślają uniformy, insygnia, pozdrowienia i slogany, z zapałem szpiegując i zastraszając szkolnych kolegów. Ruch zyskuje ponad 200 członków, którzy ostatniego dnia gromadzą się na wiecu.

Dennis Gansel, którego nowy film „Fala” opowiada właśnie tę historię, sam pochodzi z rodziny o burzliwej, typowej dla Niemiec historii. – Mój dziadek był w Wehrmachcie i gorąco popierał Hitlera, a mój ojciec był anarchistą z pokolenia 1968 roku. Wigilie w naszym domu zawsze były wybuchowe – mówi 34-letni reżyser. Jego dwa ostatnie filmy mówiły o nazizmie i Frakcji Czerwonej Armii.

W rzeczywistości eksperyment znany jako Fala odbył się w 1967 roku w liceum Cubberley w północnej Kalifornii, gdzie trafił nauczyciel Ron Jones. Szybko zyskał sławę dzięki stosowaniu nieszablonowych metod. Na przykład, w szkole, gdzie uczyli się prawie sami biali, kazał uczniom korzystać z różnych toalet, by uświadomić im, jak działa apartheid.

Dawni uczniowie opisują Jonesa jako wybitnego, zdecydowanie najpopularniejszego nauczyciela w szkole. – Był chłopięcy i czarujący – mógłby sprzedawać klimatyzatory na Alasce – wspomina Philip Neel. – Wszyscy chcieli być w jego klasie. Z początku myśleliśmy więc, że Fala to będzie coś śmiesznego.

Pod koniec tygodnia – w rzeczywistości i w filmie – nauczyciel ogłasza powstanie nowej narodowej partii politycznej, z nowym przywódcą. Dopiero wtedy mistyfikacja zostaje ujawniona. – Byliśmy w ogromnym szoku, dzieciaki płakały – mówi były uczeń Mark Hancock. – Wprowadził w klasie wojskowy dryl.

Sukces eksperymentu Jonesa wydaje się na pozór niewiarygodny. Były to przecież lata 60., protesty przeciw wojnie w Wietnamie oraz ruch praw obywatelskich przybierały na sile, a w San Francisco właśnie rodziło się Lato Miłości.

Neel i Hancock uważają, że to lęk przed poborem oraz nieumiejętność poradzenia sobie przez dwie wielkie partie polityczne z wietnamskim problemem sprawiły, że nowa siła w polityce wydawała się tak atrakcyjna. – Pamiętam, jak ktoś mówił: „Wykopiemy te świnie z Waszyngtonu” – wspomina Neel. – A mieliśmy tylko po 15 lat. Wyrośliśmy z lat 50. i staliśmy się niemal skrajnymi radykałami.

Nawet Jones – który jest konsultantem przy filmie Gansela – był tym zaskoczony. – To nie było w ogóle planowane, zrodziło się z improwizacji – mówi 68-letni obecnie nauczyciel, mieszkający w Haight-Ashbury i grający w kapeli punkowej. – Myślę, że Fala zaspokajała ich potrzeby, dawała im odpowiedź w sytuacji lęku. Mnie samego to też zaintrygowało. Odkryłem, że podoba mi się porządek i kontrola.

Czy teraz sądzi, że to był błąd? – Oczywiście. Nigdy nie powinno się narażać dzieci na takie niebezpieczeństwo. Jones regularnie odmawia, gdy nauczyciele proszą go o zgodę na powtórzenie projektu. – W sierpniu telefonowała do mnie brytyjska firma telewizyjna, która chciała zrobić z tego reality show. Odpowiedziałem: „Chyba robicie sobie żarty”.

Neel i Hancock pracują nad filmem dokumentalnym poświęconym eksperymentowi. Przeprowadzili wywiady z ponad 15 uczniami – około połową ówczesnej klasy Jonesa – jak również kilkoma osobami postronnymi. Nie zawsze łatwo było skłonić ludzi do mówienia, a ich wspomnienia często przeczyły sobie. Niektóre strony internetowe twierdzą wręcz, że całe wydarzenie zostało radykalnie wyolbrzymione. – Fala była jak państwo policyjne, z przywódcami, zwolennikami i ruchem oporu – mówi Hancock. Wtedy nie można było stwierdzić, co kto myśli. Część z nas traktowała swoją rolę bardzo poważnie. Inni zapewne postępowali tak samo, by nie mieć kłopotów. Być może nigdy nie dowiemy się, kto należał do jakiej kategorii. Oczywiście nie natknęliśmy się jeszcze na nikogo, kto przyznałby, że był jednym z agresywnych fanatyków. Ale żaden z tych szczegółów nie zmienia tego, co się stało. To było dla nas bardzo emocjonalne, przełomowe wydarzenie w naszym życiu.

Dla Jennifer Ulrich, grającej jedną z uczennic w filmie Gansela, którego akcja rozgrywa się we współczesnych Niemczech, praca nad filmem była bardzo pozytywnym doświadczeniem. – Wszyscy aż kipieliśmy energią, a w weekendy były imprezy – opowiada. – Każda młoda osoba dobrze czuje się w grupie, choć potem mieliśmy co do tego dziwne odczucia. Dennis był bardzo skupiony – nie lubi pytań na planie. Jeden z aktorów powiedział, że plan filmowy to jedyne miejsce na świecie, gdzie dyktatura się sprawdza.

Reżyser zdradza, że musiał zaostrzyć wymowę zakończenia filmu po tym, jak zauważył, że młoda widownia na testowych pokazach entuzjastycznie przyjęła obraz. – Uznali to za fajne i ironiczne. „Fala” pokazuje zabawę i tworzenie wspólnoty. Sądzę, że jest to nadal atrakcyjne. Wciąż silna jest tęsknota za wielką ideą, większą niż jednostka. Niekoniecznie musi być to faszyzm, może to być powiedzmy ekologia – wyjaśnia.

Paradoksalnie, niemieckojęzyczny film musi jeszcze znaleźć dystrybutora w USA, kraju, gdzie nigdy nie brakowało wielkich idei, zwłaszcza w latach wyborczych. – Ludzie chcą poświęcić się jakiejś sprawie – podkreśla Gansel. – A my chcemy pokazać, że to może mieć złe konsekwencje, dużo szybciej niż nam się wydaje.

źródło: the Daily Telegraf

Lech L. Przychodzki: Człowiek jako… człowiek (Dwie legendy – dwie dynamiki)

Kultura | Publicystyka | Recenzje

Antoni „Pacuk” Radczenko podjął się był zadania niełatwego. W ciągu kilkunastu zaledwie minut „opowiedzieć” widzom losy dwu legend polskiej kontrkultury, opowiedzieć głównie poprzez wypowiedzi bohaterów dokumentu i przebitkowe zdjęcia ich dorobku – takiego zadania winien się podjąć raczej dokumentalista ze sporym doświadczeniem zawodowym, nie – reżyser, stojący u początku swej twórczej drogi. A jednak…

Czarna historia neoliberalizmu (recenzja David Harvey, Neoliberalizm. Historia katastrofy)

Publicystyka | Recenzje

Najwyższy czas uświadomić sobie, że jesteśmy w trakcie permanentnej wojny klasowej. Trwa walka uprzywilejowanych przeciwko szerokim masom społecznym. Fakt wojny będący, jak pisał M. Foucault, realnym stanem obecnych społeczeństw, jest maskowany pod pojęciami „natury’, „praw obiektywnych”, czy też prezentuje się go jako „konsensus”. Przemoc, będąca podstawą istnienia kapitalizmu i państw narodowych, zostaje przemilcza. Wojna, nieustający stan wyjątkowy o zasięgu globalnym, neofaszyzm w stroju Myszki Miki – musimy to zobaczyć, musimy to zrozumieć. Musimy odnaleźć się w sytuacji konfliktu, rozpoznać realnego wroga i dostrzec pod ustawami prawnymi akt agresji.

Książka "Neoliberalizm. Historia katastrofy" Davida Harveya, niedawno wydana w serii La Monde diplomatique, stanowi ważną pozycję. Po pierwsze, idzie na przekór oficjalnej propagandzie mass mediów, specjalistów i polityków zarażonych wirusem neoliberalizmu, ofiar ukąszenia Hayeka. Po drugie, stanowi dobrą demaskatorską pracę, obnażając dogmatyczność i sprzeczności panującej ideologii, różnicę między retoryką a praktyką instytucji neoliberalnych. Ponadto, nie jest to jedynie krytyka pozostająca na poziomie sfetyszyzowanych teorii, ale przekracza horyzont zakreślony przez ideologów. Obfitująca w liczne dane, czerpiąca z empirii analiza dokonywana jest na wysokim poziomie teoretyczności, nie tracąc przy tym na czytelności i przystępności.

Agnieszka Szmidel: Agamben. Lekcja ludzkości - „Homo Sacer. Suwerenna władza i nagie życie„

Publicystyka | Recenzje

Trzeba przyznać, że Giorgio Agamben raczy swoich czytelników pięknymi zdaniami. Pełnymi treści, a przy tym tak namacalnie wyobrażalnymi, że łatwo przekonujemy się do tez filozofa. Za Gombrowiczowskim nauczycielem można też powiedzieć, że lektura esejów „Homo Sacer. Suwerenna władza i nagie życie„ wzbogaca i zostawia czytelnika z refleksją: dobrze, że jestem tym, kim jestem.

Ta apologetyka normalności po czasach stanu wyjątkowego, którym Agamben zajmował się w innych swoich rozprawach (choćby w „Stanie wyjątkowym”, drugiej części „Homo Sacer”), zdaje się przestrzegać przed ufnością we władzę i ustanawiane prawo. Jak bowiem dowodzi, granica między praworządną, demokratyczną władzą ludu, a władzą nieograniczoną była w historii cienka. Tak cienka, jak między życiem w sensie biologicznym, naturalnym, a życiem politycznym - w takiej sytuacji wystarczało wprowadzić stan wyjątkowy.

Nowy numer pisma „Fire to the prisons”

Świat | Recenzje | Ruch anarchistyczny

Ukazał się 3 numer anarcho-insurekcjonistycznego, anglojęzycznego pisma „Fire to the prisons” (Ogień więzieniom). Na 38 stronach, w ładnej oprawie graficznej można znaleźć wiele ciekawych artykułów dotyczących konfliktów społecznych, obrony ziemi i miejsca człowieka jako jednostki w walce o lepszy świat.

W numerze znajduje się obszerny artykuł o zagrożeniach wynikających z organizacji w Kanadzie zimowych igrzysk olimpijskich w 2010 roku i o sprzeciwie wobec tej imprezy Indian oraz anarchistów. Pod artykułem obszerny wykaz akcji przeprowadzonych przeciw organizacji rzeczonej olimpiady.

Kolejny artykuł o społecznym oporze w Chile, anarchistach zamordowanych w tym roku przez chilijską policję Matiasie Catrileo Quezadzie i Jhonnym Cariqueo Yañezie, o ponad 100-dniowej głodówce Patrici Troncoso i walce Indian Mapuche.

Chomsky pod czarno-czerwoną flagą

Publicystyka | Recenzje | Ruch anarchistyczny

Z radością powitałem pojawienie się kolejnej pozycji Noama Chomsky’ego na polskim rynku wydawniczym. Pozytywne uczucia spotęgował fakt, iż książka została wprowadzona do obiegu przez wydawnictwo ideologicznie bliskie zarówno autorowi Zysk ponad ludzi, jak piszącemu tę recenzję. Ponadto znaczną zawartość omawianego dzieła stanowią teksty poświęcone anarchizmowi. Autorytet naukowy z prestiżowego MIT, Amerykanin, znany nawet w Polsce, ceniony za swoje osiągnięcia w dziedzinie języka, pojawia się, dzierżąc dumnie czarno-czerwoną flagę. Już nie w przypisie, nie na marginesie, to już nie zdjęcie Bakunina w portfelu, które dostrzeże uważny czytelnik, ale sztandar, którego ciężko nie zauważyć, który wypadałoby skomentować. Toteż cisza raczej.

Friedrich von Hayek: droga do ogłupienia

Publicystyka | Recenzje

Opublikowana w 1944 r. „Droga do zniewolenia” Friedricha Augusta von Heyeka jest tą książką, na której wyrosła współczesna hegemonia ideologiczna neoliberalizmu. W dziele Hayeka można znaleźć wszystkie wątki, których każdy, kto żyje w epoce dominacji Jedynie Słusznej Ideologii musiał się nauczyć na pamięć. To właśnie u Hayeka politycy tacy, jak Margaret Thatcher, Ronald Reagan i Leszek Balcerowicz nauczyli się języka propagandy, którym tak sprawnie się posługiwali. Sformułowania znajdujące się w „Drodze do zniewolenia” są po dziś dzień kopiowane codziennie przez wszystkich pismaków pilnujących ustalonego porządku ideologicznego.

Wedle swoich zwolenników, „Hayek wykazuje w sposób jasny i przekonujący, że wszelki socjalizm prowadzi nieuchronnie do utraty wolności, stanowi też historyczne źródło totalitaryzmu”. Hayek powołuje się w swoim dziele na Adama Smitha, którego cytuje bardzo wybiórczo, tylko wtedy, gdy pasuje to do jego tez. Twierdzenia Hayeka, oraz odmóżdżone interpretacje dzieł Smitha i Hanny Arendt stanowią polityczne credo liberalnego establishmentu utworzonego w 1989 r.

de Ville: Reportaż o niepożądanym reporterze - refleksje na temat książki Lecha L. Przychodzkiego Misterium tożsamości

Kultura | Publicystyka | Recenzje

Nigdy nie byłem w Karkonoszach, którym tyle obrazów, grafik, drzeworytów poświęcił Jerzy Jakubów. Nigdy nie byłem w Kowarach-Wojkowie, w których mieszka ten utalentowany artysta. Nigdy nie byłem w stworzonym przez niego w zakupionej od PKP wieży ciśnień w Kowarach, a jedynym w Europie, muzeum lasek pasterskich i mieszczącej się na jej parterze jego pracowni drzeworytniczej.

Właściwie zetknąłem się z twórczością Jerzego Jakubów jedynie przy okazji jego prac ilustracyjnych do różnych produkcji „Ulicy Wszystkich Świętych” – jako grafik książkowy ilustrował bowiem m.in. „W cukrze arbuza” Richarda Brautingana, „Liście ze świata żywych, listy z Krainy Jaszczurek” Lecha L. Przychodzkiego i „Zapomniałem cię nazwać” Kazimierza Malika.

Ken Loach: Polak potrzebny od zaraz

Świat | Gospodarka | Prawa pracownicze | Publicystyka | Recenzje | Tacy są politycy | Ubóstwo

Od kilku dni w kinach film Kena Loacha "Polak potrzebny od zaraz". Trzeba było brytyjskiego socjalisty, żeby spojrzał na Polaka z sympatią i nadzieją, jak na człowieka z przyszłością.

Ken Loach nie nakręcił filmu "Polak potrzebny od zaraz" o polskiej imigracji zarobkowej do Wlk. Brytanii - to tylko nasz dystrybutor dał mylący tytuł filmowi "It's a Free World" ("To jest wolny świat"), sugerując, że słynny brytyjski reżyser-społecznik zajął się losem Polaków. Niby dlaczego miałby to robić? Taki film sami będziemy musieli nakręcić.

Mamy dwojaki obraz inwazji Polaków na Wyspy. Raz służy ona jako dowód naszego narodowego sukcesu, a kiedy indziej - jako oskarżenie polskiej polityki, która nie stworzyła szans dla młodych. Z jednej strony tłumaczymy sobie, że migracje, zwłaszcza w ramach Unii, są dzisiaj czymś naturalnym: młodzi nabiorą demokratycznych nawyków, a kiedy wrócą, ruszą kraj z cywilizacyjnego zastoju, pociągną nas ku Europie. Z drugiej strony - czyta się reportaże, jakim utrapieniem stają się Polacy dla lokalnych brytyjskich społeczności: trudni w asymilacji, aspołeczni, kłótliwi, wymagający, nieznający języka.

Rewizje Bakunina

Kraj | Publicystyka | Recenzje | Ruch anarchistyczny

W warszawskim wydawnictwie Aletheia ukazała się książka dr Jacka Uglika "Michała Bakunina filozofia negacji".

Informacje o książce:
Niniejsza rozprawa, Michała Bakunina filozofia negacji, stanowiąca zmodyfikowaną wersję doktoratu, nie jest wbrew pozorom poświęcona problemowi anarchizmu. Kwestia ta rzeczywiście zostaje omówiona na kartach książki, ale nie jest wyłącznym jej tematem. W publikacji podjąłem bowiem próbę całościowego omówienia filozoficznego dorobku Bakunina w celu przekonania Czytelnika, że myśl ta, zogniskowana wokół kategorii negacji, okazuje się w ostateczności wyrazem konsekwentnej afirmacji człowieka konkretnego, a zatem filozofia Bakunina daleka jest od formułowania teoretycznych postulatów zniszczenia zawsze aktualnej rzeczywistości w imię nieokreślonej przyszłej harmonii.
Jacek Uglik (rocznik 1976), doktor filozofii, adiunkt w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Zielonogórskiego. Specjalizuje się w filozofii rosyjskiej - zainspirowany głównie dziełem Dostojewskiego oraz dziewiętnastowiecznym anarchizmem. Od kilkunastu lat wydaje artzine'a "Blasfemia", jest autorem tomu poetyckiego, jeszcze nie całkiem umarły (Portret, 2005), a także szkiców z zakresu literatury, filmu i dramatu publikowanych na łamach ogólnopolskich periodyków kulturalnych. Wybrane teksty zamieszcza w sieci pod adresem www.blasfemia.blog.onet.pl

Pozycja do nabycia pod adresem http://www.unus.shop.pl/unus/skrypty/ks_wyd.pl?294

Recenzja: "Świat bez nas" Alana Weismana

Ekologia/Prawa zwierząt | Publicystyka | Recenzje

"Świat bez nas" Alana Weismana jest intrygująca książką, zmuszająca do myślenia o roli człowieka w życiu planety. Jest również ciekawa dla osób zainteresowanych ekologią i przyrodą a także dla tych, których myślą o przyszłości człowieka i świata.

W swojej książce Weisman zaprasza nas do odwiedzenia Ziemi, na której już nas nie ma. Pyta m.in., co się stanie z wszystkim, co zostawiliśmy na tym świecie. Scenariusz, który wymyślił daje wiele do myślenie. Czasami pokazuje jak zniekształciliśmy środowisko, budując miasta. Ale tak naprawdę przyroda może łatwo odwrócić te zmiany i przywrócić przestrzeń miast naturze, gdy przestaniemy regularnie utrzymywać obiekty. Czasami nie wygląda to zbyt dobrze dla natury: niektóre nasze produkty chemiczne pozostaną w ekosferze tysiące a nawet setki tysięcy lat.

Richard Dawkins - Bóg urojony [PL]

Świat | Publicystyka | Recenzje

Książka którą powinni przeczytać wszyscy myślący... W swojej książce Richard Dawkins z pozycji darwinizmu, pisze o religii i niszczy, szydzi z kreacjonizmu. Religia według Dawkinsa jest nie tylko nielogiczna. Jest szkodliwa, czasem bardzo niebezpieczna. Religie dość już narobiły zła, czas, by ich miejsce zajęła wreszcie nauka.

Pobierz książkę:
Richard Dawkins - Bóg urojony

Podejrzewam – ba! jestem pewien – że jest całe mnóstwo ludzi, którzy zostali wychowani w jakiejś religii, a dziś nie są z nią szczęśliwi, stracili wiarę albo wstydzą się zła wyrządzanego w jej imię. Ci ludzie nierzadko uświadamiają sobie własne pragnienie odejścia od wiary rodziców, ale nie zdają sobie sprawy, że taka możliwość w ogóle istnieje. Jeśli również masz taki problem – jest to właśnie książka dla Ciebie. Jej celem jest uświadomienie każdemu, że być ateistą to aspiracja całkiem realna; więcej nawet, to postawa świadcząca o odwadze i doprawdy godna szacunku. Zatem – można być szczęśliwym, zrównoważonym oraz moralnie i intelektualnie spełnionym ateistą!
Richard Dawkins, ze wstępu do „Boga urojonego”

Neonaziści pozostaną bezkarni?

Recenzje

Prokuratura w Zabrzu chce umorzyć sprawę pikniku z 2004r.,gdzie na tle płonącej swastyki skandowano "Sieg Heil" i wyciągano ręce w geście hitlerowskiego pozdrowienia.

Zdaniem prokuratorów nikt postronny nie mógł tego widzieć i słyszeć, więc nie ma przestępstwa.

Udział w imprezie wzięła m.in. Leokadia Wiącek, późniejsza działaczka Młodzieży Wszechpolskiej i asystentka eurodeputowanego Macieja Giertycha, a jej organizatorem był Paweł Szmidt, kiedyś kandydat na radnego z ramienia PiS. Prokuratura w Zabrzu planowała umorzyć sprawę w lipcu, bo "była to impreza prywatna". Po publikacji "Gazety" przełożeni kazali im jednak dalej badać sprawę. Prokuratorzy przygotowali właśnie kolejny wniosek o umorzenie sprawy neonazistów.

Ameryka Zbuntowana

Publicystyka | Recenzje

Ameryka Zbuntowana: Siedemnaście dialogów o ciemnych stronach imperium wolności

Nowa książka Artura Domosławskiego, nie jest zupełnie nowa; fragmenty większości rozmów już były opublikowane w Gazecie Wyborczej. Jednak jako zbiór wywiadów, książka jest mocna; artykuły zawarte w książce są dobrze dobrane i tworzą sensowną całość.

Rozmówcy Domosławskiego mają różne polityczne punkty widzenia: od liberalnych demokratów do lewaków, jednak łączy ich krytyczny stosunek do pewnych askpektów amerykańskiej polityki i społeczeństwa. Wśród tekstów są wywiady z Eric Fonerem, Howardem Zinn oraz Noamem Chomskim.

Ciekawe także są teksty innych wybitnych amerykańskich intelektualistów, w tym mniej znanych w Polsce jak wywiad z profesorem Al. Camarillo o polityce imigracyjnej USA lub wywiad z profesorem Claybornem Carlsem o rasizmie, który chyba jeszcze nie został opublikowany. Wyjątkowo ciekawy jest wywiad z Loicem Wacquantem „Zero Tolerancji dla Ubogich” o wymiarze sprawiedliwości, ubóstwie i rasizmie. W wywiadzie wypowiada się przeciwko popularnej w Polsce mitologii „zero tolerancji" byłego burmistrza Nowego Jorku Guilianiego.

Nie wszystkie wywiady są równie krytyczne, a niektórzy po prostu starają się wytłumaczyć zjawiska, tak jak wywiad z profesorem Thomasem Benderem o poczuciu „wyjątkowości” Amerykanów. Ten tekst socjologiczno-historyczny, może być bardziej ciekawy dla tych, którzy trochę głębiej interesują się amerykańskim społeczeństwem. Choć pod koniec książki, czytelnicy mogą już być gotowi na taką lekturę.

Jedynym minusem tej książki jest fakt, że jeśli już czytało się większość tych wywiadów w gazecie, może być zbyt mało nowego do przeczytania w książce, co może zniechęcić do jej kupienia. Ale gdyby ktoś chciał posłuchać rady pewnego znanego zbuntowanego Amerykanina i chciał „ukraść tą książkę”, pewnie będzie miał kilka godzin ciekawej lektury.

Artur Domosławski: „Ameryka Zbuntowana: Siedemnaście dialogów o ciemnych stronach imperium wolności” wyd. Świat Książki; Warszawa 2007, 285 str.

Kanał XML